Mała Polska w Nepalu

Czas płynie.

Wczoraj minęły dwa miesiące od trzęsienia ziemi w Nepalu. Powoli świat zapomina, w mediach czasami jakaś wzmianka o potrzebie pomagania. A we mnie to cały czas gra. Nie wyciszyło się. To trzęsienie ziemi zmieniło bardzo dużo w moim życiu, w życiu naszej rodziny. Ja jestem teraz w Polsce z Adaśkiem. Sujan w Nepalu. Zakładamy fundację Mała Polska w Nepalu – Little Poland in Nepal i już zawsze chcemy pomagać Nepalczykom. Bo przecież i bez trzęsienia ziemi ich życie było trudne i naprawdę wielu ludzi i rodzin potrzebowało wsparcia. Choć o to nie prosili. Chyba to mnie w Nepalczykach fascynuje – ich spokój i pokora w poddawaniu się wyrokom losu. Dla nich sens ma wszystko: i dobre i złe. Wszystko jest po coś. Namaste.

XXX

Wylądowaliśmy w Warszawie 12 maja – wtedy w Nepalu było drugie trzęsienie ziemi. Dowiedzieliśmy się o nim na lotnisku w Doha. Po paru dniach w Polsce Sujan stwierdził, że musi wracać do Nepalu, że nie może tu być wiedząc, że jego przyjaciele, znajomi, bliscy potrzebują pomocy, że nie mają domów. Zmienił więc swój bilet z sierpnia na 12 czerwca. W ciągu tych paru polskich tygodni razem zajęliśmy się tylko jednym: zachęcaniem ludzi do pomocy. Odwiedziliśmy wiele miejsc w Polsce ze slajdowiskiem o trzęsieniu ziemi i o naszym pomyśle na zbudowanie w Nepalu Małej Polski. To wymyślił Sujan jeszcze jak byliśmy w Nepalu. Kiedy jeździł z pomocą doraźną na wsie wokół Kathmandu, szczególnie zapadł mu w serce los ludzi we wsi Dumre w dystrykcie Nuwakot, 29 km od stolicy. Tam mieszkają Shree Krishna i Shyam i kilku innych naszych tragarzy i przewodników. Kiedy zobaczyłam zdjęcia ruin ich domów, zdjęcia dzieci, całych rodzin, które tymczasowo koczować muszą w namiotach i prowizorycznych szopach, to mnie też jakby zaczęło uwierać, że mam dach nad głową w miarę bezpieczny. Do Polski jechaliśmy już więc z pomysłem zbierania środków na tę naszą Małą Polskę w Nepalu we wsi Dumre. W ciągu paru tygodni zebraliśmy wśród przyjaciół środki na zbudowanie we wsi zbiornika wody pitnej – kilka tysięcy dolarów. To właściwie po to Sujan wrócił do Nepalu, żeby ten zbiornik powstał jak najszybciej. Między jednym slajdowiskiem a drugim dotarło do nas, że odzew na nasz apel o pomoc jest ogromny, że chcą pomagać też obcy ludzie, firmy i że to nie może być tak po partyzancku, spontanicznie, ale w sumie nieformalnie. Więc zdecydowaliśmy, że zakładamy fundację Mała Polska w Nepalu. Wczoraj złożyłam odpowiednie dokumenty do sądu, żeby nas zarejestrować w KRS. Wiemy też, że na Dumre się nie skończy. Że Mała Polska to nie tylko fizycznie ta jedna wieś, ale jakaś idea, która ewoluuje. Będziemy pomagać już stale Nepalczykom, może odbudujemy jeszcze jakieś wsie, może skupimy się na dzieciach, na szkołach, na osobach starszych, na kobietach…a może coś jeszcze zupełnie innego wpadnie nam do głowy, ale to będą historie, osoby, rodziny, o których wiemy że potrzebują pomocy, że są ubogie czy w trudnej sytuacji. Nasze działanie pomoże konkretnym osobom. Pomalutku, ale z energią. Małymi kroczkami, ale do przodu. Działamy!

XXX

Czasami czuję ogromne zmęczenie. Nie wiem w co włożyć ręce. Fundacja, firma, Adaś, chora mama i coraz starszy i słabszy tato…no i ja sama gdzieś na końcu na razie. Znajoma, która obserwuje naszą aktywność na FB zadzwoniła do mnie i powiedziała, że ta aktywność to też po to, żeby stłumić własny stres i emocje, które przecież gdzieś tam są…i żebym uważała na depresję. Bo w końcu byliśmy otoczeni śmiercią, strachem, złowrogą ciszą przed i ujadaniem psów, kiedy się trzęsło. Widziałam domy złożone jak domki z kart – nie na zdjęciach, ja koło nich przechodziłam. Bo w końcu sama uciekałam z Adaśkiem wczepionym we mnie jak małe zwierzątko w domu, który się trząsł. To mi się czasami śni. Nie dałam sobie czasu i przestrzeni na odreagowanie. Kurka, no ja to wszystko teoretycznie wiem, w końcu jestem psychologiem. Ale też czuję, że to jeszcze nie czas na moje sprawy. Że teraz trzeba zająć się tymi, którzy mają znacznie mniej niż my. Jedyne, co dokucza mi bardzo i trudno się z tym żyje jak diabli, to ten mój przetrącony kręgosłup. Ale jak się czymś zajmuję, to zapominam o moim wiernym towarzyszu bólu. Może jednak właśnie na tym polega to wszystko, żeby się tak nad sobą nie rozczulać tylko żyć dalej.

XXX

Bardzo mi brakuje Sujana. Tego, że jest obok, że się nami opiekuje, że gotuje coś pysznego i aromatycznego, że mnie przytuli i powie, że wszystko będzie dobrze. Mówi to przez skype, ale to nie to samo. Wiem, że jest bardzo zajęty. Kursuje teraz między Kathmandu i Dumre, żeby jak najszybciej zbudować zbiornik wody pitnej we wsi. Nie zawracam mu głowy moimi małymi smutkami, ale on też tęskni. Taki los wybraliśmy. Zgodziliśmy się na czasową rozłąkę. Ale to jest trudne. Im bardziej tego doświadczam, tym bardziej też doceniam siłę rodziny i bycia razem. Choć nie mogę powiedzieć, że jestem samotna. Bardzo dużo ludzi mnie wspiera w związku z Małą Polską. O dziwo – bardzo wiele obcych ludzi, nieznanych dotąd, ale teraz nasze drogi się przecięły. To mnie przekonuje, że nasz pomysł ma sens. Dobrze też, że jest Adaś i swoimi małymi łapkami, objęciami i mlaszczącymi całusami czasami przypomni mi, że jest ktoś w moim życiu, dla kogo najbardziej warto żyć. Dzięki niemu odrywam się od pracy, od główkowania nad Małą Polską i idę robić zupę na obiad albo na plac zabaw na huśtawę. Albo na działkę naszego przyjaciela Mariana, żeby pograć w piłę albo obserwować życie jego kotów. Mój szkrab rośnie i jakiś czas temu zaczął mówić do mnie: Kocham cię bałdzo! Uwielbiam to „bałdzo”.

XXX

W Dumre będzie też Dom Polski. Chcemy zbudować jeden dom dla Polaków odwiedzających to miejsce: turystów, wolontariuszy, dziennikarzy, wszystkich, którzy tam będą chcieli pojechać. Może będziemy sprowadzać do Dumre nauczycieli do lokalnej szkoły, może lekarzy do pomagania Nepalczykom, może będziemy tam robić warsztaty wymiany doświadczeń i wiedzy dla polsko-nepalskich uczestników. Na pewno warsztaty kuchni nepalskiej i naturalnych sposobów na zdrowie i urodę. Tego nauczyć się możemy od nich. A czego oni od nas? Czego dobrego mam na myśli?

XXX

Wszystko się układa w całość. Miałam taki moment jeszcze w Nepalu, że z bezradności po prostu płakałam i się wkurzałam, dlaczego to trzęsienie ziemi tam? Przecież i bez niego Nepalczykom było ciężko. I Sujan mi wtedy powiedział, że to się może wbrew wszystkiemu obrócić ku dobremu. Że może teraz ludzie zaczną budować bardziej wytrzymałe domy, że może rząd bardziej się pochyli nad pomaganiem osobom i rodzinom potrzebującym, że może uda się odbudować lepszy Nepal. Bardzo bym tego chciała.

Już wieczór. Chyba wypiję jeszcze herbatę i popracuję nad projektem strony Małej Polski. A potem czas spać. O i tak.

Podobne wpisy