Uwielbiam Tihar, ale dobrze, że już koniec!

img_0348

Skończyliśmy właśnie świętować Tihar. To dla mnie najbardziej malownicze, ciepłe i rodzinne święto w Nepalu. Jest jakieś takie magiczne. Nepalczycy dekorują na nie domy łańcuchami lampek i te lampki świecą i migoczą w nocy. Tak jak my na Boże Narodzenie. Choć kiedyś tak nie było. Pamiętam moje zdziwienie kiedy jako dwudziestolatka pojechałam do USA i spędzałam tam okres przed świętami. I ludzie zaczęli dekorować domy światełkami, reniferami, bombkami, Świętymi Mikołajami…U nas wtedy dekorowało się jedynie choinkę i dom w środku. A potem zaczęło się powoli zmieniać i dziś polskie domy na Boże Narodzenie też błyszczą, migocą…najpiękniejsza jest taka śnieżna mroźna wieczorna łuna od tych światełek. Magia. I podczas Tihar w Nepalu też. Ale są też inne podobieństwa. Boże Narodzenie trwa 3 dni z Wigilią. Tihar 5, ale tak naprawdę świętuje się podczas 3 dni. W Polsce przychodzą kolędnicy, śpiewają kolędy, daje się im dary….A tutaj przychodzą nie wiem jak ich nazwać – ale też młodzi ludzie, często z własnymi instrumentami (perkusją, gitarą itp.) i też śpiewają tiharowe melodie, tańczą, potem to wygląda trochę jak dyskoteka, bo włączają też młodzieżową muzykę…i na końcu dary. Polacy ubierają choinkę i czekają na Świętego Mikołaja albo Jezuska (to chyba zależy od regionu), a tutaj robi się ręcznie mandalę. To piękna ceremonia: najpierw maluje się jej granice, taką brązowo-czerwoną farbą duże koło na płytkach, schodach, posadzce, chodniku….bo te mandale są przed domami, sklepami, w środku. I potem usypuje się na tych kołach wzory z kolorowych farbek, płatków kwiatów, kamyczków. I czeka się na boginię Laxmi, która ma przynieść dobrobyt, zdrowie i spokój. I jeszcze wspólny element to zwierzęta. Polacy w dwunastej w Wigilię czekają aż zwierzaki przemówią ludzkim głosem. Szczególnie dba się o nie w ten dzień. A w Nepalu? Każdy z 5 dni święta Tihar poświęcony jest innemu zwierzęciu, m.in. krukowi, psu, krowie….Szczególnie Kukur Puja (błogosławieństwo psa) jest jakaś taka ruszająca za serce. Wtedy hinduiści wieszają na szyjach swoich psów korale wykonane w kwiatów (tzw. malle) i robią na ich głowach kolorowe kropki w farb (czerwonej, pomarańczowej, żółtej) – w ten sposób dziękują im za ich „pracę”.

Ważną częścią święta Tihar jest Bhaj Tika czyli błogosławieństwo między braćmi i siostrami – dzień czwarty. Siostry przychodzą wtedy do domów braci z darami, ale też z różnymi elementami całej ceremonii: świętym olejem, farbami do namalowania tiki na czole brata, kwiatowymi mallami, lampkami oliwnymi, kadzidłami…i pewnie czymś jeszcze, czego nie wymieniłam. Jak już wszystko przygotują, zapalą te kadzidła i lampki to zaczynają od przejścia kilka razy wokół pomieszczenia, w którym wszystko się odbywa – brat wtedy siedzi na podłodze w środku – i wylania z naczynia kilku kropel wody. Potem omiatają jeszcze pomieszczenie takimi gałązkami umoczonymi w świętym oleju. To wszystko, żeby oczyścić to miejsce od złej energii. I potem zaczynają malować tiki na czołach braci. To jest niewiarygodnie precyzyjna praca. Posługują się przy tym różnokolorowymi farbkami (one są umieszczone na takim miedzianym talerzu z zagłębieniami na każdy kolor…coś jakby taki talerz-paleta malarska). Trzeba mieć wprawę, bo ta tika malowana od góry do dołu przez środek czoła to cieniutka linia składająca się z kolorowych jedna pod drugą kropeczek. I potem jeszcze zwieńczenie tiki czyli duża czerwona plama na samej górze czoła. I dary w postaci jedzenia, orzechów, owoców, słodyczy… A bracia dziękują siostrom czerwoną tiką na czole i pieniędzmi. I to wszystko jest bardzo radosne i pełne szacunku. Chyba najbardziej ja czuję ten szacunek i taką prawdziwą więź między siostrami i braćmi. Co ciekawe wieczorem w  telewizji pokazywana jest Bhaj Tika w domu premiera, innych polityków…Niesamowite!

Napstrykałam sporo zdjęć z tego, jak powstawała w naszym domu mandala, Bhaj Tika (a właściwie 3, bo mój mąż ma brata i dwie siostry i jeszcze ja się załapałam, jako żona brata). Potem po tej ceremonii jest zawsze sporo sprzątania – wszędzie kolorowe farbki, płatki kwiatów, wnosi się do domu elementy kolorowych mandali ze schodów, z podwórka…Nauczyłam się nie zwracać na to uwagi, przeczekiwać, ale to łatwe dla mnie nie jest. Bo pochodzę z odrobinę sterylnego pielęgniarskiego domu. No może nie sterylnego, ale sprzątanie, porządek i czystość były w nim ważne. Sobota – to zawsze było odkurzanie, ścieranie kurzy, mycie podłóg. Tu odkurzamy chyba częściej. No ale nie w Tihar. Więc parę dni nie patrzę na dywany i podłogę hehehehe…Żeby się nie denerwować.

Może doszukuję się na siłę podobieństw między naszymi kulturami – chrześcijańska i hinduistyczną. Może to z poczucia inności i trochę wyobcowania tutaj potrzebuję zobaczyć, że w sumie trochę jesteśmy podobni. Ale naprawdę czuję, że podobieństwa są. Jak to czuję, to robi mi się przyjemnie. Ale też paradoksalnie wtedy bardzo tęsknię za moimi rodzicami, naszym polskim domem, polskimi świętami, moimi przyjaciółmi, moimi miejscami w Polsce. Brak mi tu kościołów i cmentarzy – tutaj zmarłych się pali. Ja lubię atmosferę cmentarzy, tę ciszę, zadumę, szacunek dla tych, którzy odeszli. Jakoś mnie to wycisza. Lubię zatrzymać się w pustym kościele na moich Bielanach. Lubię ciszę i bycie. Zatrzymać się i zatrzymać wszystko w głowie. I tego tutaj nie ma. A już w Tihar nie ma na 100%, bo albo się idzie do rodziny, albo rodzina przychodzi do nas. Zresztą to jest chyba jedna z większych różnic między naszymi kulturami, że tutaj rodziny nie tylko w święta są bardzo blisko, często się odwiedzają, razem gotują, jedzą, śpią jedni u drugich. Ja to lubię w zasadzie, ale czasami jest tego za dużo, to mnie przydusza, ja się męczę. Może dlatego, że tu nie ma mojej rodziny, moich przyjaciół. Ja nie mówię po nepalsku biegle, więc rozumiem co drugie, trzecie słowo. Czasami kiedy Adaś zaśnie w ciągu dnia i ja jestem sama w domu, to siadam w fotelu i jestem. Sama. Cichutko. Czasami potrzebuję posłuchać siebie albo raczej pomilczeć siebie.

No i teraz mam nieco przesyt ludzi, dźwięków, wizyt u nas i wizyt u kogoś. Fajny jest Tihar, ale dobrze, że już koniec!

Podobne wpisy

  • Długo się zbierałam…

    I o czym to ja chciałam? No właśnie, bo strasznie dużo się działo przez ostatnie kilka tygodni. Bardzo pracowicie w Dumre – Sujan właściwie tam mieszka, w namiocie na placu budowy. Wpada do domu na dzień, dwa, robi zakupy na budowę i jedzie znów pilnować pracy w Małej Polsce. Mieliśmy przerwę tylko na Święta Bożego Narodzenia – szczerze, to wyproszoną przeze mnie. I pojechaliśmy do Pokhary. Fajnie nam było, rodzinnie, wesoło… trochę zimno w nocy. Kurcze,…

  • Adaś, mój polsko-nepalski rycerz…

    Płaknęlo mi się dzisiaj. Cięższy dzień, Sujan na spotkaniach w sprawie Małej Polski w Nepalu. Ja sama z Adaśkiem. Zatęskniłam za przyjaciółkami, za plotkami z nimi, za wyżaleniem się, wygadaniem, ale i śmiechem razem. Zatęskniłam za moimi bliskimi. Bo tutaj w Nepalu jestem jednak sama. No więc siedzę na schodach i lecą mi łzy. Świeci słońce i mam okulary słoneczne i te łzy w sumie ze trzy nie tam, że szloch czy coś. No więc siedzę, trzy łzy, a obok na rowerku jeździ mój trzyletni Adaś. Nie wydaję z siebie…

  • Kolorowy zawrót głowy

    Z czym ja kojarzyłam Nepal nim tu pierwszy raz przyjechałam? Z górami. I z pogodnymi ludźmi, bo takich Nepalczyków poznałam podczas moich studiów. Ale na pewno nie z kolorami. A kolory tutaj po prostu powalają! Pamiętam moje pierwsze chwile w Kathmandu 5 lat temu. Jechałam z lotniska oszołomiona. Pewnie trochę długim lotem, ale też tym, co widziałam na ulicach. Wielobarwny tłum. Wspaniałe intensywne kolory ubrań. Kobiety jak piękne motyle – to nie tylko zasługa kolorów, ale też i niesamowicie kobiecych…

  • Miłość i nawiedzony dom

    Szukanie i znalezienie fajnego mieszkania w Kathmandu to sztuka. Początkowo mieszkaliśmy na parterze w wynajętym od znajomego Sujana lokum. Dość duże dwa pokoje, kuchnia, łazienka. Ten parter to moja sprawka: Adaś był mały kiedy przyjechaliśmy do Nepalu całą rodziną, jeszcze nie chodził. Wzięliśmy więc wózek spacerowy i ja prosiłam Sujana, żeby ze względu na ten wózek, żebym nie nosiła po piętrach, wynajął parter. Wózka użyłam parę razy heheheheh. A mieszkanie było ciemne, zimne…

  • Wycieczka po Nepalu – odkryj fantastyczne szlaki rowerowe

    Choć Nepal kojarzy się głównie z trekingiem i wspinaczką w Himalajach, to jednak także miłośnicy dwóch kółek znajdą tutaj coś dla siebie. Część szlaków bowiem dostępna jest zarówno dla turystów pieszych, jak i rowerów czy motocykli. Do tego typu wyprawy po Nepalu warto się jednak dobrze przygotować – kondycyjnie, logistycznie oraz mentalnie! Trasy rowerowe w Himalajach Wiele osób zastanawia się, czy wycieczka rowerowa po Nepalu ma sens? Jak…

  • Wyjazd do Nepalu – najczęściej zadawane pytania

    Przed wyjazdem do Nepalu pojawia się wiele pytań, na które szukamy odpowiedzi. Jest to przecież wyprawa odległa, zazwyczaj obejmująca trekking lub wspinaczkę w Himalajach, zatem trzeba się do wyjazdu dobrze przygotować. Na najważniejsze z tych pytań znajdziecie odpowiedzi poniżej.  Czy każdy w Nepalu znajdzie coś ciekawego dla siebie? Zdecydowanie tak! Bo Nepal to nie tylko Himalaje, czyli atrakcje górskie. Choć zdecydowanie najwięcej osób decyduje się na wycieczkę do Nepalu ze względu na góry…