Powrót do Nepalu po trzęsieniu

Jest leniwa niedziela. Na niebie kilka chmurek, wieje lekki wiaterek. W oddali odgłosy budowy – wielu właścicieli domów uszkodzonych podczas trzęsienia ziemi zaczęło remonty i odbudowy. Jestem w Nepalu od dwóch tygodni. Coraz rzadziej i mniej pada. Pora deszczowa ma się ku końcowi. Bałam się tego powrotu. Nie umiałam sobie wyobrazić co zastanę. Ale widzę, że Nepal się zmienia, odbudowuje, podnosi z gruzów. Przynajmniej widać to tutaj w Kathmandu. W ogóle to mam wrażenie, że czuć powiew idących zmian. Dziś będzie przyjęta oficjalnie nowa Konstytucja Nepalu – wprowadza szereg zmian administracyjnych i legislacyjnych. Do Nepalu wracają turyści. Już nie trzęsie – pewnie gdzieś głęboko w ziemi są wciąż wstrząsy wtórne, ale te są niewyczuwalne na powierzchni. W piątek byłam na spotkaniu z Ambasadorem Tomaszem Łukaszukiem z Ambasady w Delhi i Wiceministrem Skarbu Zdzisławem Gawlikiem zorganizowanym przez Polski Konsulat Honorowy w Ktahmandu. Z nimi przyjechała tu silna delegacja polskich inwestorów zainteresowanych wymianą handlową z Nepalem. Do Nepalu po trzęsieniu ziemi dotarła pomoc finansowa w wysokości 43 mld USD – trzeba teraz te pieniądze wydać na pożyteczne inwestycje. Fajnie, że nawet polskie firmy myślą, żeby się tutaj zaangażować. To bardzo pozytywne. Oczywiście mówiłam także Panu Ambasadorowi i Panu Ministrowi o Małej Polsce w Nepalu. Żona Pana Ambasadora Pani Maria Łukaszuk już wcześniej zaoferowała wsparcie – no i honorowy patronat Pana Ambasadora :)

xxx

Nasza Fundacja “Mała Polska w Nepalu” wciąż w trakcie rejestracji – czekamy na rozpatrzenie wniosku i nadanie numeru KRS. Trochę to trwa, ale podobno tak to jest z rejestracją fundacji i stowarzyszeń. Nie wstrzymuje nas to tutaj w Nepalu od intensywnej pracy, a Sławka Matczaka – naszego przyjaciela i członka zarządu fundacji – od intensywnej polskiej promocji Małej Polski :). Sujan pojechał dziś do Dumre sprawdzić jak się ma zbudowany zbiornik na wodę pitną. Podobno całość jest już gotowa – pozostało  wypełnienie zbiornika wodą i doprowadzenie jej do wsi. Będzie tam kilka ujęć dla mieszkańców. Czekamy na odpowiedni moment (kilka suchych dni i lepsze drogi) i jedziemy do Dumre z architektem – autorem projektów domów, które budowane będą w Małej Polce – oraz inżynierem, który będzie menadżerem prac budowlanych. Potrzebna jest taka finalna wizja lokalna, żeby zaplanować miejsca budowy, uprzątnąć place, przemyśleć kolejność i technologię rozbiórki domów uszkodzonych i zawalonych – część materiałów uda się z nich odzyskać. Wiem, że to jest duży projekt, że wzięliśmy na swoje barki nie lada wyzwanie. Ale już powiedzieliśmy “a”, więc trzeba powiedzieć “b” czyli idziemy dalej.

xxx

Jadąc na Thamel do biura firmy przejeżdżam czasami obok zawalonego supermarketu, którego zaraz po trzęsieniu ziemi nie podjęły się odgruzować ekipy ratunkowe. A tam podobno byli żywi ludzie. Nepalczycy powoli rozbierają zawalony czteropiętrowy budynek. Zdejmują warstwa po warstwie. Nie umiem tego ocenić patrząc na tę kupę cegieł, stalowych prętów, desek, blachy itp., ale Sujan mówi, że podobno rozebrane są już dwa górne piętra i teraz czas na dwa niższe. Czasami myślę o tych ludziach, którzy tam pod ziemią czekali na ratunek, ale on nie przyszedł. Ciekawe czy miejscowi modlą się za nich w stojącej obok małej świątynce hinduistycznej. Czy moja katolicka modlitwa za ich dusze jakoś im ulżyła? Mój Boże, życie toczy się dalej. Ale tym zasypanym ludziom należy się pamięć, szacunek i godny pochówek. A raczej spalenie zgodnie z tradycją hindu tego, co z nich zostało. Jakże smutna to będzie ceremonia dla ich rodzin. Podobno dopóki się nie spali ciała, dusza nie może rozpocząć kolejnego zreinkarnowanego życia.

xxx

Powoli więc czuję i widzę, że życie w Nepalu wraca do normy. Że ludzie się uśmiechają, kobiety śpiewały i tańczyły na tarasach domów, ulicach, placach w swoich wielobarwnych sari podczas babskiego święta Teej. Dzieciaki chodzą do szkół – niedaleko nas jest jedna szkoła i one tak głośno i radośnie czasami coś pokrzykują i podśpiewują. W Kathmandu jakby czyściej, na pewno nieco mniej ludzi na ulicach i turystów na Thamelu. W telewizji dużo reklam fabryk i zakładów budowlanych, cementowni, developerów. Takie ożywienie trochę jak po wojnie chyba. I na wsi pewnie też jakoś już da się żyć. Mieszkańcy Dumre postawili sobie tymczasowe domy, takie szopy z blachy i drewna, abo zagospodarowali obórki, jeśli te przetrwały trzęsienie ziemi bez szwanku. Widziałam ich zniszczone domy na zdjęciach sprzed paru dni – po kilku miesiącach od trzęsienia ziemi, po monsunie te kupy gruzu porosły wysoką trawą. Wiem, że ci ludzie mogą żyć w swoich prowizorycznych szopach, dzieci uczyć się w blaszanej szkole – no jakoś dadzą radę. Ale wiem też, że możemy im pomóc, zbudować nowe domy z cegieł, pozwolić szybciej wrócić do normalnego, nieco wygodniejszego i bezpieczniejszego życia. Nas Polaków na to stać – finansowo. Czy stać nas na to moralnie, emocjonalnie? Czy Fundacja “Mała Polska w Nepalu” zbierze potrzebną kwotę 350 000 PLN? Bardzo bym chciała. Ci ludzie już nam zaufali, zbudowaliśmy im zbiornik wody za polskie datki zebrane wśród naszych przyjaciół. Spotkaliśmy się i spotykamy naprawdę z dużą życzliwością i odzewem. Oby tak dalej :)

xxx

Zachmurzyło się. Będzie padać – zazwyczaj jeśli pada, to właśnie po południu lub w nocy. Idę zrobić lassi bananowe – dopóki jest prąd ;). Mniej więcej przez 8 godzin dziennie go nie ma. Takie lokalne smaczki. Ale da się żyć, jak się ma cel, nawet i bez prądu!

Pozostałe wpisy