Długo się zbierałam…

I o czym to ja chciałam? No właśnie, bo strasznie dużo się działo przez ostatnie kilka tygodni. Bardzo pracowicie w Dumre – Sujan właściwie tam mieszka, w namiocie na placu budowy. Wpada do domu na dzień, dwa, robi zakupy na budowę i jedzie znów pilnować pracy w Małej Polsce. Mieliśmy przerwę tylko na Święta Bożego Narodzenia – szczerze, to wyproszoną przeze mnie. I pojechaliśmy do Pokhary. Fajnie nam było, rodzinnie, wesoło… trochę zimno w nocy. Kurcze, nie mogę się przyzwyczaić do tego przejmującego zimna rano, wieczorem i w nocy w domach bez ogrzewania :( Kiedy na dworze temperatura zbliża się do zera, to w środku bywa ile? 10 stopni? 15? Ja złapałam kiedyś w domu 13. To jest ciemna strona Nepalu. Pewnie dlatego od grudnia do końca lutego uważa się, że Nepalu nie ma sezonu turystycznego i nie zachęca się turystów do przyjazdu. Hm… I słusznie! Tutejszy klimat jest jednak zbyt “łagodny”, żeby wprowadzić zwyczaj montowania w domach ogrzewania – zimą rzadko temperatura w miastach (nie w górach) spada poniżej zera. A w dzień cieplutko, do 25 stopni nawet teraz w styczniu. Ale szczerze mówiąc nie wiem co wolę: polskie siarczyste mrozy, ale w domach ciepło czy Nepal ze swoim “rzadko-poniżej-zera”, ale w domach bez ogrzewania w nocy ziąb. No cóż, mój organizm mi chyba odpowiedział – dziś po raz któryś z kolei byłam u lekarza. Od trzech tygodni mam zapalenie oskrzeli, którego nie mogę wyleczyć. Już jestem zmęczona tym chorowaniem. Nawet brałam antybiotyk. Nie przeszło mi :(. I to chyba przez to, że ja nie mogę się do końca wygrzać… ale dobrze, że Adaś zdrowy. Myśleliśmy o kozie – taki piec w domu podobno mega grzeje! Nasz znajomy Polak, który tutaj tymczasowo przebywa coś takiego lokalnymi siłami nepalskiego warsztatu metalowego sobie zapodał – właśnie dziś dzwonił i mówił, że bomba! Tyle, że bardzo nieszczelna ta koza, więc mają ciepło, ale są uwędzeni i muszą często wietrzyć. No ale coś za coś – jak w życiu :)
XXX
Mam trochę różnych przemyśleń i doświadczeń związanych z naszą Fundacją “Mała Polska w Nepalu”. Zaczynając działalność dobroczynną chyba nie mieliśmy zbytnich oczekiwań. Ja po prostu podążyłam za Sujanem, a on chciał pomóc swoim krajanom po trzęsieniu. To był poryw serca, spontan podyktowany własnymi doświadczeniami podczas trzęsienia ziemi i po nim. I teraz niektóre rzeczy zaskakują, pojawiają się różne trudności albo wręcz przeciwnie zaskakujące życzliwe odruchy ze strony ludzi, firm czy instytucji. Ogólnie ogromna serdeczność i zaufanie – to nas motywuje. Choć ja się czasami wkurzam. Były momenty, że chciałam się wycofać. Może dlatego, że ja tu sama z Adasiem, a Sujan tam. No po prostu po babsku mi trudno. Wmiędzyczasie odezwała się moja uśpiona na parę lat choroba autoimmunologiczna – miewam słabsze dni. Ale biorę leki, Adaśka na kolana albo na spacer i do przodu. Mieliśmy w Dumre wolontariuszy – o kurcze, ale lekcja! Taką mam konkluzję, że ludzie przyjeżdżają na wolontariat z bardzo różnymi oczekiwaniami i motywacjami. Niektórzy chyba nie powinni. W większości trafiły nam się bardzo fajne i pomocne osoby, ale było też trochę roszczeniowych, krytykujących wszystko, oczekujących w Dumre czerwonego dywanu, kwiatów i orkiestry, bo przyjechali… no i wreszcie była też osoba, która w zasadzie w ogóle na budowie nie pracowała, a na uwagi menadżera czy Sujana, żeby się jednak wzięła do roboty, robiła obrażoną minę i generalnie był foch. Być może i Jarek i Sujan nie są mistrzami dyplomacji i pewnie mogliby jakoś zgrabniej powiedzieć, że Dumre to nie jest ośrodek wczasowy. Nigdy jednak tego nie ukrywaliśmy – specyfika wolontariatu w Małej Polsce jest bardzo jasno opisana i na naszej stronie i w mailach z potencjalnymi wolontariuszami… To jest ciężka robota na budowie. I my bardzo doceniamy i jesteśmy wdzięczni tym, którzy przyjechali. Wolontariat to jednak praca – dobrowolna, bez wynagrodzenia na rzecz innych, ale praca. Wolontariusz więc kojarzył mi się z zupełnie inną niż roszczeniowa postawą. Ale pierwsze koty za płoty – my też się uczymy, pewnie na własnych błędach. Bardzo chcieliśmy dogodzić wszystkim – może niepotrzebnie? Może trzeba było tym niezadowolonym, rozczarowanym i z własnymi pomysłami na to, jak to powinno wyglądać powiedzieć od razu: nie musicie tu być. Wolontariat to nie niewolnictwo. Ludzie muszą chcieć być w Dumre, ale chyba my też mamy prawo ich zaakceptować lub nie. Czy nie? Z drugiej strony były i po naszej stronie różne niedociągnięcia. Kiedy tylko były nam sygnalizowane, reagowaliśmy. Jeden z wolontariuszy mi powiedział, że polska fundacja powinna zapewnić wolontariuszom warunki takie, jak w Polsce. To jest zupełnie niemożliwe w Nepalu. Ale teraz do kolejnego naboru wolontariuszy czujemy się jakoś bardziej przygotowani, wiemy, czego możemy się spodziewać. Fajna przygoda, choć ciężki kawałek chleba. Ale radocha kiedy Polacy i Nepalczycy pracują ramię w ramię nie do opisania!
XXX
Echa tego, co w Polsce docierają do mnie tylko z internetu albo od taty przez skype. Obiła mi się o uszy jakaś afera z Owsiakiem i WOŚP. Patrzę na fejsie na wpisy i deklaracje różne: niektórzy nie dadzą, bo szachraj… inni na złość PIS-owi dadzą więcej niż zwykle… I tak sobie myślę o motywacjach i intencjach skłaniających ludzi do pomagania innym. To też przy okazji bardzo dziwnej sytuacji, która bezpośrednio dotyczy nas i Małej Polski. Dopóki nie powstała nasza fundacja kilka innych organizacji pozarządowych zbierało środki na odbudowę Dumre na swoje konta czy też przez organizowane przez siebie zbiórki publiczne. Większość zaraz po zarejestrowaniu naszej fundacji przelała te zebrane środki na jej konto. Ale znalazło się też kółko wzajemnej adoracji, które środków zebranych latem nam nie przekazało w całości. Co więcej – na moją prośbę o to – zarzuciło nam próbę wyłudzenia i stwierdziło, że Fundacja “Mała Polska w Nepalu” nie ma nic wspólnego z projektem Mała Polska w Nepalu, na który oni zbierali kasę i który ONI przez ICH wysłannika w Nepalu (nie mogę jak to piszę!) Sujana prowadzili. Ja pierniczę! Ta ekipa po prostu przywłaszczyła sobie nasz projekt i pieniądze na niego zbierane! To dla mnie jest niewiarygodne jak ludzie potrafią być bezczelni i perfidni. Ludzie, którzy deklarowali w mediach, na swoich stronach i wszędzie, że 100% zebranych środków trafi na Małą Polskę. A teraz mówią… że nie. Ale pewnie fajnie było przytulić tyłek do czyjegoś pomysłu, do czyjegoś projektu (bo u nich z kreatywnością tak sobie), powiedzieć “Wspieramy!” – a w podtekście: “Tacy jesteśmy fajni i wielkoduszni. Podziwiajcie nas. Rączki całujcie i jeszcze tu i tu i tu…”. Podziwiamy cwaniactwo, nie ma co. Czy to nie jest oszustwo? Czy nie ma na coś takiego jakiegoś prawa? Oszukali nas – oferując otwarcie konta na rzecz Małej Polski. Oszukali wpłacających na to konto – bo nie przekazali całości na projekt, a ludzie wpłacali właśnie na Małą Polskę. Oszukali chyba też mieszkańców Dumre… tych może najmniej, bo nieświadomych, że taka akcja w Polsce miała miejsce. Od szefa tego kółka starszych panów i pań usłyszałam, że ogromne środki (wiele tysięcy złotych) poszły też na promocję tego rzekomego wspierania Małej Polski. Ja pierdolę – już nie pierniczę – pierdolę! Ekipa bogatych misiów – bo wszyscy oni są bardzo zamożni – wydaje kupę kasy na promocję faktu, że zbierają na coś pieniądze zamiast rzeczywiście dać je ludziom potrzebującym. Mnie się taka dobroczynność w pale nie mieści! Oni chyba natomiast tym swoim przemyślanym marketingiem kreują się na bardzo szlachetnych… choć, jak zaczęliśmy pytać wśród znajomych, to się okazało, że podobne doświadczenia już z nimi inni też mieli. A jakie oburzenie, jaki potok słów, kiedy ich szefowi napisałam, że żerują na cudzym nieszczęściu, żeby zbudować nieprawdziwy wizerunek. Jaka elokwencja ojej i że ja jestem taka nietaktowna, bez doświadczenia, bez znajomości prawa i bez wyczucia. No wyczucia, współczucia i uczucia to ja dla takich rekinów finansowych rzeczywiście nie mam ;) Jestem jednak na 100% pewna, że mają porządek w papierach, wszystko zgodnie z prawem, tam kropka, tu przecinek, polszczyzna poprawna (choć przez telefon czy w mailach trochę słoma z (białych) butów)… także o. Ale na papierze czy w necie to się nas tak chłopaki i dziewczyny nawspierali, taki wysiłek ogromny włożyli, że szacun wielki się należy ;). Ale gdzie tu jest miejsce na pomoc mieszkańcom Małej Polski? Czasami widać najważniejsze jest to, żeby wszyscy mówili, głosili, chwalili że ktoś pomaga. Czyli uznanie, splendor, chwała…, a pomoc to tak przy okazji. Pamiętam moje zdziwienie i prawdziwą konsternację, jak w kontakcie ze mną jeszcze w lecie 2015 roku to towarzystwo zawsze upominało się o promowanie informacji, że nas wspierają. Jak się uskarżali, że widzieli nas w TV, słyszeli w radio, czytali w prasie, a o nich tam nie było nic. Jezu, aj dobrze, że nie było! Nie wiem czy to głos intuicji, czy trema w kontakcie z mediami, czy coś innego mną kierowało… opatrzność chyba. O i tak się w Polsce i pewnie na świecie czasami robi dobroczynność… Więcej bicia piany niż realnej pomocy. Smutne. Choć wiem, że jest też wiele organizacji i po prostu ludzi, którzy pomagają innym realnie. Nie oczekując nic w zamian, żadnej “promocji” hehehe. Ciekawe gdzie te pieniądze zabrane mieszkańcom Dumre trafią lub już trafiły? Jak powiadam – w papierach na pewno stoi jak drut, że pójdzie lub poszło na zbożny cel. I ja się tak zastanawiam nad motywacją tych ludzi, nad ich intencją, dlaczego tak ochoczo zaoferowali nam pomoc w zbieraniu pieniędzy na projekt Sujana, dlaczego byli wtedy uprzejmi do bólu i tacy komunikatywni (maile, telefony, spotkania…. potem nas zaczęli unikać). Dlaczego utrzymywali i chcieli jak najdłużej utrzymywać fikcję, że Sujan jest w Nepalu ich wysłannikiem i wolontariuszem realizującym ICH projekt heheheh? Czy to jest jakiś dyshonor być partnerem naszej Fundacji “Mała Polska w Nepalu”, że oni zareagowali tak nerwowo, kiedy to zaproponowaliśmy po jej powstaniu? O co tu kurka chodzi? O jakieś chore ambicje? Aż trudno mi w to uwierzyć, bo to są inteligentni ludzie, poważni, piastujący ważne funkcje. Czy im leżał na sercu los mieszkańców Dumre? Czy oni zza swoich luksusowych biureczek ruszyli kiedyś tyłki, żeby wytrzeć nos zapłakanemu nepalskiemu chłopcu, albo opatrzyć ropiejącą i krwawiącą ranę poparzonej nastolatce, albo zjeść posiłek w nepalskim wiejskim domu – prosty, ale szczery, albo zapłacić staruszce sprzedającej szpinak z wielkiego kosza noszonego na głowie dwa razy więcej (ku jej wielkiemu zdziwieniu, bo nie zrozumiała na początku, że to wszystko dla niej), albo nakarmić wychudzonego psinę… Bynajmniej ani ja, ani mój mąż, ani Sławek nie jesteśmy aniołami. Na pewno popełniamy błędy, mamy swoje za uszami, uczymy się realiów fundacyjnych i to czasami nie jest bułka z masłem… Może tych gości czymś uraziliśmy, może nie było “ą i ę” i tego całowania rączek i jeszcze tu i tam i tu… no nie wiem. Ale wiem, że z wszystkimi innymi partnerami: organizacjami, instytucjami, firmami dogadujemy się dobrze. Wszystko jest jasne, transparentne, zrozumiałe. Nikt się o nic chamsko nie upomina, nie zniekształca faktów, nie obraża, nie szuka dziury w całym. Wszyscy są zadowoleni, a Mała Polska w Nepalu rośnie :) Staramy się też maksymalnie ciąć koszty – które chyba każda fundacja ma i jak ktoś mówi, że 100% idzie na dobroczynność, to śmiem wątpić. Biuro fundacji mamy w Polsce w domu, a w Nepalu w siedzibie firmy. Dzięki temu nie płacimy za prąd, internet, czynsz – to znaczy fundacja nie płaci. My z własnych kieszeni płacimy oczywiście. Co się tylko da, kupujemy w hurtowniach albo na lokalnych bazarach – tak jest taniej. Negocjujemy ceny, nie wydajemy na promocję ani grosza, wiele materiałów drukujemy na domowej drukarce (tu czoła chylę Sławkowi i jego “szwagrowi”), jeździmy na prywatnym paliwie (Sławek w Polsce, a mu tu w Nepalu), dzwonimy z prywatnych telefonów… żeby jak najwięcej pieniędzy trafiło do Dumre. A gość mi mówi, że wydał kilkadziesiąt tysięcy na promocję. To, że daliśmy się nabrać, to jest głównie moja wina, bo ja namówiłam Sujana, żeby skorzystać z ich “pomocy”. A jak zaczęłam i ja czuć, że coś tu śmierdzi, to już było za późno, pieniądze na ich koncie… Mistrzowie dobroczynności jak nic. I mistrzowie manipulacji :(
XXX
Jak się to ma do Owsiaka? Zawsze dawałam na WOŚP. Nie oburza mnie, że bierze pensję – on czy jego żona. Jeśli poświęcają temu projektowi cały albo większość swojego czasu, to jak inaczej mają się utrzymać? Z czego żyć? Facet robi mnóstwo dobrego, przy okazji jest mega szołmenem i potrafi zgromadzić wokół siebie wielu fajnych ludzi. WG mnie to on nauczył Polaków dzielenia się… Myślę, że wcześniej to nie miało miejsca na taką skalę. Jest pasjonatem. Jest instytucją. Na pewno popełnia błędy, może ma na sumieniu on czy jego organizacja jakieś błędy finansowe. Nie wiem tego, nie widziałam, nie jestem jednak sądem ani prokuraturą. Nie chcę się nawet bawić w te dywagacje i oceny. Ale ile dzieciaków i nie tylko dzieciaków żyje czy zostało wyleczonych dzięki jego pracy? Dzięki temu, że się tak facet wydziera w telewizji, że aż często na koniec głos traci ;) Ktoś to powinien policzyć, a może już policzył? Nawet nie te miliony wydane na sprzęt – bo tu się pewnie zawsze znajdzie ktoś, kto będzie chciał udowodnić jakieś przekręty itp. Ale istnienia ludzkie – tu nie ma przekrętów. Tu jest tylko prawda. Życie. Hm… tak słyszałam argumenty, że inne organizacje też pomagają, że działają dłużej, że może są niewidoczne w mediach, ale działają skuteczniej… No i co z tego? Czy nawet w pomaganiu musi być ta cholerna konkurencja i wyścig kto pierwszy, ważniejszy, bardziej praworządny, bardziej widoczny???? Jednak ja tego w ogóle nie czuję. W Nepalu jest teraz Maciek Pastwa z Sylwią. Budują szkołę w Bakrang w regionie Ghorka. Zebrali na to w Polsce duże środki – zbierali je wtedy, kiedy i my zbieraliśmy na Małą Polskę. Powinniśmy ich chyba nie lubić zgodnie z tą tendencją konkurencyjności heheheh… A my się nie tylko lubimy, ale i wspieramy. Dzwonimy do siebie, wymieniamy doświadczeniami. Maciek był w Dumre. My chcielibyśmy pojechać do Bakrang (tylko niech zrobi się cieplej!). Czasami nawet napijemy się razem :) Dla rozgrzewki rzecz jasna! Ciekawe czy Owsiak i np. szef Caritasu się kiedyś spotkali, uścisnęli sobie ręce i pogratulowali sobie? My bardzo się cieszymy, że inni pozytywie zakręceniu ludzie też tu są, że tu w Nepalu pracują pieniądze Polaków, że za te pieniądze realnie poprawia się jakość życia Nepalczyków. Wiemy też, że w Nepalu jest PAH – i dobrze. No i co to komu szkodzi? Co to za jakaś maniera, żeby albo być z kimś albo przeciwko komuś? A dlaczego nie popatrzeć na to jakoś bardziej ogólnie? Owsiak pomaga co roku konkretnej grupie odbiorców. Organizacja X pracuje na swoim poletku, a Y na jeszcze innym. Każda ma koszty, może pracowników, wolontariuszy… W sumie wszyscy robią coś fajnego, choć każdy inaczej. To chyba dobrze. Kogo tak bardzo wkurzył Owsiak i czym? Fundacja “Mała Polska w Nepalu” to mały żuczek przy WOŚP, ale fajnie że jest Owsiak i jego ekipa, że uczą Polaków wrażliwości i empatii… i sięgania do portfeli na rzecz innych. Natomiast gdybym była w Polsce i mogła wesprzeć WOŚP, to nie dlatego, żeby dokuczyć PISowi czy tam komuś innemu, bo dokładnie nie wiem kogo Owsiak w oczy kole. Taka motywacja trochę mnie dziwi i ja czuję w tym fałsz. Bo to jest motywacja agresji, negacji, jedzie na jakiejś niezbyt dobrej energii. Nie podoba mi się. Gdybym była Owsiakiem to chyba bym poprosiła o to, żeby ludzie wpłacali na Orkiestrę, bo chcą pomóc dzieciakom czy starszym, a nie dlatego, że chcą dokuczyć komuś innemu. Jakoś tak energetycznie czuję, że pieniądze dane w ten sposób nie uczynią dobra. Że intencja i motywacja się jednak liczy. Tak jak u tych naszych mistrzów dobroczynności – gdyby chcieli naprawdę pomóc, to mieszkańcy Dumre skorzystaliby z całości pieniędzy zebranych przez nich na Małą Polskę. A że intencja była inna, to jak widać kupa.
XXX
Późno już. Robi się zimnnnnnnnno. Czas wskoczyć pod kołdrę i przytulić się do Sujana. A on znów jutro do Dumre. O i tak. Nepalu kurka wodna mi się zachciało ;)

Pozostałe wpisy